Kolory jesieni - Biebrzański kłusownik
Czekałem, czekałem…i doczekałem się. Po wielu miesiącach starań znalazłem wydawcę, który zainteresował się moja książeczką. Miło mi poinformować wszystkich stałych i mniej stałych czytelników „Mojej Biebrzy”, że 7 października ukazał się e-book, pod tytułem „Biebrzański Kłusownik”. Może nie nazbyt opasłe tomisko mojego autorstwa. Można je znaleźć w sieci pod adresem
http://e-nowyswiat.poczytaj.to/
Kiedyś wspominałem na swojej stronie o tym przedsięwzięciu, no cóż założenia były troszkę inne, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Na razie jest forma e-booka, ale to wcale nie znaczy, że to źle. Znawcy tematu wieszczą, że za kilka lat forma papierowa zniknie całkowicie. Ja nie myślę w ten sposób i mimo wszystko chciałbym, aby „…Kłusownik” ujrzał kiedyś światło w wersji papierowej, ilustrowanej całą masą kolorowych zdjęć. Biebrza to kolory, a są ludzie do których kolory przemawiają szczególnie. Myślę też, że na dzisiaj koszt książeczki (99 groszy) jest stosunkowo niewielki i nie stanowi dla nikogo przeszkody w jej przeczytaniu. Można zapłacić sms-em i otrzymać kod dostępu do wejścia w publikację. Tyle może pieśni pochwalnej na ten temat. Życzę przyjemnej lektury.
Będąc na BAGNACH i nie mając wsparcia w pogodzie, można połączyć się z Internetem i kilka godzin spędzić z Biebrzą widzianą moimi oczami.
Głowni bohaterowie to: Biebrza, Biebrza, Biebrza…Maciek i Małgorzata. Dwie wizje na turystykę biebrzańską. Książka wysoce tendencyjna…
A teraz już o nowej odsłonie. Jesień …po kilku latach jakby ponownie otworzyła moje oczy na niedocenianą porę roku. Ja też zawsze jakoś omijałem temat jesieni na bagnach. Wiadomo, wiosna i przeloty, lato z całym dobrodziejstwem pogody, zima z carskim traktem i łosiami. A teraz jesień…Łosie jakże inne, zakochane, rozbuchane, myślące tylko o prokreacji. Byki z pięknym porożem. Jesienne stada żurawi, które jakoś nigdy nie gościły na mojej stronie w takich ilościach. Raczej były to pojedyncze pary czy samotne osobniki. Tej jesieni miałem dzień, gdy żurawie były wszędzie, a ich złowieszczy klangor symbolizował nieuchronne nadejście zimy.
Oczywiście w tej odsłonie jest najciekawsze to, co wydarzyło się od wiosny i materiał, który od kwietnia zebrałem, stąd też jest kilka fotek wiosennych i letnich, ale jesień Państwo odnajdziecie bez trudu. To całkowicie inny kolor i klimat. Dołożyłem kilka zdjęć z mojego ogródka.
Miałem w tym roku prywatne lęgi pod oknami: wielodzietną rodzinkę makolągw i podwójny lęg pary kopciuszków, które tylko przeniosły się na drugą stronę domu. Obydwa lęgi zakończone sukcesem. Nie powiodło się szpakom pod moimi dachówkami. Młodziaki zbyt szybko szukały niezależności, ale tak to z dziećmi bywa. Musiały też znaleźć się i kraski, wszak to moje sąsiadki. Powiem szczerze, że po tragicznych doniesieniach z innych rejonów Polski, moje stanowiska opuściło sporo młodych ptaków. Poświęciłem im w tym roku naprawdę dużo czasu i znalazłem kolejne dziuple. Mam nadzieję, że te klejnoty naszej awifauny powrócą do nas w maju w komplecie.
No i Paweł Świątkiewicz (Don Kiszot… no tak musiał wyglądać gość od Cervantesa), człowiek chyba jeszcze bardziej zakręcony na Biebrzę ode mnie…
Pozdrawiam gorąco
Biebrzański kłusownik.